nie przestrzeganie chronologi wydarzeń
i jak to zazwyczaj bywa złapał mnie nastrój do pisania... jak to jest że ten cholerny nastrój mnie łapie? Normalnie... nie mam nic do roboty, mam ochotę coś napisać, ale nie mam ochoty pisać opowiadania... to wchodzę tu i piszę. Tyle że zazwyczaj piszę spontanicznie o tym co się działo, a teraz wiem o czym mam pisać, bo obiecałem pewnej uroczej Łosicy że opisze swój wyjazd do Włoch podczas ferii. Więc zaczynajmy:
wyjechałem w piątek... dzień się zaczął prawie normalnie jak każdy inny dzień szkolny, ale do szkoły zamiast tornistra zabrałem kartkę i długopis jedynie... dlaczego? Ponieważ przyszedłem tylko na jedną lekcję, na kochaną i przewspaniałą historię. Po historii wszyscy poszli na geografię, ja jeden tylko wróciłem do domu się szykować do wyjazdu. To nie jest ciekawa część opowiadania więc przeskoczę od razu do wyjazdu. Kiedy zjawiliśmy się u Pani Asi pod domem (bo jechaliśmy z nią) wszedłem do środka po P.Asię, a tu zaczepia mnie Ewka która mówi że wcześniej był tam Onion, a P.Asia do niego podeszła i zapytała się "Dominik, gdzie Twoja mama" Później jak mnie zobaczyła to też okropnie zwątpiła czy ja to Onion czy ja to ja... w sumie to wiele by się nie pomyliła... anyway... wyruszyliśmy... byłem trochę zły że wyjeżdżamy wcześniej, bo to znaczyło pobyt u wujka. Nie żebym go nie lubił czy coś, po prostu nie widziało mi się spać u niego po to żeby podczas jakże niezwykle zajebistej 8godzinnej jazdy samochodem przez przypadek nie poczuć się zmęczonym i nie zasnąć. Ale jakoś to przetrwałem, i dojechaliśmy na miejsce. A na miejscu kolejny ńjus: cała ekipa ma własny pokój, tylko oczywiście ja muszę się co wieczór wynosić do swojego pokoju. Niekoniecznie mi się to uśmiechało, ale jak mus to mus... w pierwszy dzień mus niekoniecznie został spełniony, ale dostałem za to po łapach i potem już nie było kłopotów.
Podczas wyjazdu było świetnie... rano wstać, śniadanie, kąpiel i uzeranie się z wszystkimi że już dawno powinniśmy wyjść. Ah, zorganizowane wyjazdy z Waszczukami to zawsze była bomba :D Poza codzienną rutyną jaką były: zjeżdzanie ze stoku, gorąca czekolada przed ostatnim zjazdem Bosh, jaka ona była dobra. Ale dalej: Poza takimi rytunowymi czynnościami jak męczenie dziewczyn i kakyla w ich pokoju, a szczególnie AAzD i komentowanie ich twórczości i wytykanie takich rzeczy jak zawiasy w drzwiach, było wiele rozrywek... nazwijmy to "jednorazowych" jak na przykład nocne maratony filmowe (to akurat było pare razy), wyjście do miasta podczas to którego poszliśmy na zajebiście drogi soczek, i Lodogryw, a w międzyczasie powstała piosenka o KK-ylu. Pozatym walka z DDR'em, dyskryminacja starszej shoty.
Najśmieszniejsze z całego chyba tego wyjazdu było to że zacząłem się niezwykle interesować komiksem dziewczyn ;P (niby nic dziwnego pominąwszy fakt że jest to yaoiec) miały mi One poopowiadać co i jak się tam tego wszystko, ale napewno jeszcze będzie okazja XD Ale mimo to powstało pare płodów takich jak KKxSS, jak i samo SS, no i oczywiście moje krytyki co do ich FANartów ;] (tutaj proszę o gorące brawa dla Sansei która strzeliła do Łosia i Niemtolda że chce ich FANarty z postaciami z ICH WŁASNEGO komiksu ;P ale było późno, była śpiąca więc jej wybaczymy) A jeżeli już jesteśmy przy tym temacie to warto wspomnieć że byłem jedynym który całkowicie trzyma strone dziewczyn i wierzy że coś im z tego wyjdzie ;) Ganbare :D
Ostatni dzień zjazdów należy opisać osobno, jako że było to moje URODZINY :D i to nie byle jakie urodziny, byly to urodziny które wryły mi się... w pamięć? tak, w pamięc. A więc były to urodziny które wryły mi się w pamięć aż po kres mych dni... dosłownie. Gwoli ścisłości mam przecódną sznyte na głowie troche powyżej skroni. Zjeżdzałem z czarnej, jak zwykle próbowałem dogonić za sanseiką, i wychodziło mi to świetnie, ale niestety się "potknąłem" (na tyle, na ile jest to możliwe kiedy obydwie Twoje stopy są od siebie stale w odległości pół metra) i poleciałeeeeeem, ale na szczęście moje cudowne zdolności pozwoliły mi wylądować w miarę normalnie, zrobiłem fikołka, ale nie przewidzialem że jak to zrobie, to deska odbije się od śniegu i udeży mnie w łeb. UWAGA jeżeli ktokolwiek powie że trzeba było jeździć w kasku, to znajdę was, wierzcie mi, znajdę gdziekolwiek jesteście i waszymi rękoma wyrąbie wam nowe okno. MIAŁEM KASK... tylko trochę za lekko zapięty, dlatego też odrobinę mi się zsunął. Ale i tak zamortyzował sporą cześć udeżenie... w sumie nic by się nie stało gdyby ta deska nie PRZECIEŁA mi skóry... bo mocno się wcale nie udeżyłem, ino rozciąłem się dosyć głęboko... najśmieszniejsze to było to że nie wiedziałem skąd krwawie... moglem powiedzieć tylko że z głowy... bo nie widzialem i nie miałem jak zobaczyć rany która sprawiła że śnieg w trymiga zmienił zabarwienie. Ale z której strony głowy to już musiałem sprawdzić na której rękawiczce jest więcej krwi... na jednej były nawet bąbelki więc wątpliwości nie mialem wcale.
Wszyscy podjechali, zaczeli się martwić i w ogole, i no właśnie, i pojechałem do szpitala... taaaaaak... czekałem prawie tyle czasu ile jechałem ze szczecina do włoch na to żeby mi łeb zszyli z palmą na łbie bo gość na stoku tak bosko mi łeb zawiązał że bandarz mi się zsunął... nawet nie macie pojęcia ile polaków tam było ;D chłopak ze złamaną ręką, jakaś mała dziewczynka z jakąś inną kontuzją... wogole było fajnie XD ale i tak z żalem muszę przyznać że młody kaczor jest odemnie lepszy bo gość zjeżdzając sobie narty połamał XD dosłownie... narta któraś mu się złamała. JAK On to zrobił to pozostaje dla mnie to zagadką której rozwiązywać nawet nie mam zamiaru.
Po popwrocie wszyscy zaczeli się pytac co... jak, i wogole WTF... tylko nie dziewki jak do nich wlazłem do pokoju :D to było... fajne ^^ no i siadliśmy sobie... wypiliśmy szampany dwa... piwo i słuchaliśmy o pijackich wybrykach starszej szoty i obejżeliśmy trylogie cube'a... no... ja sobie darowałem jedynke bo widzialem ją już dwa razy, a Łosica malowała, to wolałem popatrzeć jak Ona rysuje ^^ i wierzcie mi... żałuje że miast przyglądać się pracy Łosia oglądałem cube2... stanowczo NIE POLECAM... krótko rzecz ujmując: "zjebane".
No ale niestety jak to zwykło bywać wyjazdu nadszedł kres i powrócić do domostw naszych trzeba było. Ja znowu sam (przeczytałem dobre pół książki jadąc), Łosica z różową szotą (niech błogosławiona będzie ta cierpliwa która znosiła komentarze ojca tej dziewczyny dotyczące ruchu na autostradzie XD) i reszta razem (w ścisku i gniocie ;] Loosers). było przystanków oczywiście, było pare godzin snu i było pożegnanie... rach ciach i papa... tyle było porzegnania... Odwieźliśmy panią Asię i wróciliśmy do domu a ja moglem się połorzyć w końcu spać do Łóżeczka :D
Podsumowując wyjazd uważam za baaaaaaaaaaardzo udany... bawiłem się bardzo dobrze, czułem się bardzo dobrze i zjeżdzało mi się bardzo dobrze ^^ jedno tylko mi się nie podobało. Czyłem się podczas tego wyjazdu dużo bardziej z boku, ale czego się spodziewać ;P ludzi więcej to się rozumie samo z siebie że tak będzie ;P nie mniej jednak uczucie przyjemnie to to nie było... Mogło to być też spowodowane tym że Oni wszyscy spali razem a ja musialem zostać wyeksmitowamy XD

no to chyba tyle jeżeli chodzi o wyjazd ;P jeżeli coś jeszcze było to macie pecha bo nie chce mi się o tej godzinie myslec ;]

take care of yourselfs, and each other
Qudaci 2007-03-06 22:47:46
skomentuj (2)
"powiedziałbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio że przecież o tym wiesz"
słowa w tytule wypowiedział Gabriel Garcia Marquez w swoim liście pożegnalnym. Cały list uważam że jest piękny i dlatego wisi zawieszony na filarze dokładnie vie sa vie (czy jak to się pisze) drzwi.
w każdym razie żałuje że nie robie częstszych aktualizacji bo mam teraz zamiar opowiadać o walentynkach i miłości i innych bzetach, a nie o feriach o ktorych przecież nic nie napisałem... oj ja zły. może następnym razem znajde na to chęci.
W takim razie zacznijmy od walentynek:
zacząłem się dziś zastanawiać po co zostały wymyślone walentynki... odrazu nasuwa się myśl że dla zakochanych i by mogli smakować swej miłości. Gówno prawda... zakochani są ze sobą wiecznie i wiecznie smakują swej miłości i wiecznie ją sobie okazują więc po grzyb? Czytając opisu ludzi i analizując jednego SMS'a którego dostałem (był pisany pół żartem, ale gdyby był poważny to miałbym silny argument). Doszedłem do wniosku że walentynki są wymyślone przez jakiegoś chorego psychola żeby mógł się wyżyć na dużej bardzo części społeczeństwa, a mianowicie na osobach samotnych. Bo człowiek przeważnie nie zwraca uwagi na to czy jest sam czy jest z kimś, ale w to właśnie święto się nad tym zastanawiają wszyscy. Są ludzie którzy mają to głęboko, ale są również chędożeni romantycy którym jest to drzazgą w oku i sprawia im to naprawdę niemało bólu. BA, nie zapominajmy jeszcze o osobach porzuconych i cierpiących z tego powodu, jak i osobach nieszczęśliwie zakochanych. Tacy ludzie faktem jest że non-stop myślą "chciał(a)bym z nim/ą być" ale 14 lutego ta myśl jest zwielokrotniona, i co wrażliwsze duszyczki doprowadza do rozpaczy.
Media powtarzają "idealny czas by wyznać miłość", ale jaką ironią jest z kimś w taki dzień zerwać. Porzucenie w takim wypadku nie jest wbiciem noża w plecy, ino masowym sztyletowaniem.
Jaki jest mój pogląd na to wszystko? Jest wyśrodkowaniem poglądów Jagotena i Konrada. Mianowicie jak nie masz nikogo, to równie dobrze masz wszystkich, więc KOCHAJMY KOBIETY! bądź mężczyzn jak kto woli ;]

teraz przejdźmy do następnego punktu... "miłość"... nieee, na ten temat wiele nie powiem, wierze w nią, byłem zakochany i to bardzo nawet wiec coś takiego istnieje, ale za to powiem o czymś takim jak bycie z kimś, a konkretniej rozwinę wątek poruszony dzisiaj przez Agnieszkę. Powiedziała Ona że "nie warto być z facetem". Najprawdopodobniej miała na myśli wiązanie się jako takie, ale nie raz się słyszy przecież że faceci to świnie i ranią tylko kobiety ble ble ble... sic.. ale ja powiem tyle: TO NIE ZALEŻY OD PŁCI TYLKO OD OSOBY! szowinistki jednym głosem warkną teraz "NIE" ale ja coś wam wszystkim powiem. Faktycznie, znam facetów którzy zdradzali, którzy podczas jakiejś imprezki postanowili się "zabawić" i skupili na jakimś lachonie większą uwagę niż powinien, ale to zawsze się kończyło praktycznie w tym samym momencie co się zaczynało. Sam jestem osobą która prawie coś takiego zrobiła... niektórzy mi mówili "stary, nie byłeś wtedy z nią więc co Ci szkodziło", bo faktycznie byłem wtedy sam... ale byłem zakochany i myślałem o kimś innym. Dlatego do tej pory mam wyrzuty za tamto zdarzenie i kiedy rozmawiam z tą dziewczyną to mimo że zachowuję się normalnie to w głowie walczę z sobą żeby być cały czas uśmiechniętym bo zabija mnie wstyd i strach.
Ale jeżeli chodzi o kobiety to cóż również znam pare które robią dokładnie tak samo. Co jest różne w takim razie? Znam kobiety u których "zdradzanie" nie skończyło się na jednym dniu, tygodniu nawet... takie dziewczęta które zostawiają dla "innego". Kuba, Konrad, Ja jesteśmy przykładami facetów zostawionych dla "innego". Mam jeszcze jeden przykład ale jego mi podać nie wolno... powiem jedynie tyle że skończył się rozwodem po długim małżeństwie. Oczywiście faceci również tacy są niektórzy, a nie kurwa wszyscy. pewna bardzo fajna osóbka która bardzo lubiła mi rzucać procentami powiedziała mi że 40% czy ilekolwiek tam facetów zdradza.. i co? zostawiła mnie dla innego ^^ no cóż... bywa.

Została więc ostatnia sprawa do poruszenia. Sprawa której bym normalnie nie poruszył, ale cóż... w świat ZNÓW poszły informacje na mój temat które chciałbym wyjaśnić. Więc moja droga faktycznie... chciałbym Cię przeprosić za to że Cię skrzywdziłem, przepraszam że zachowałem się tak głupio przez co narobiłem tyle kłopotów, tyle problemów, tyle bólu zarówno Tobie jak i sobie, przepraszam że nie przemyślałem racjonalnie całej sprawy, przepraszam że do Ciebie wróciłem.
a ręki już nie znajdziesz, bo zniknęła w momencie kiedy Ty na chwile zabrałaś swoją by sięgnąć po coś, po co zawsze zabraniałem Ci sięgać i dawałem po łapach kiedy Tylko próbowałaś, i kiedy tym byłaś zajęta ręka znikneła. Wcześniej była, chciałem, naprawde BARDZO chciałem żeby wszystko było normalnie, żebyśmy mogli normalnie gadać, ale coż...


tym okropnie nieprzyjemnym akcentem kończę dzisiejszą notkę...
jako że dzisiejsza notka jest pisana pod cytatem w temacie, to dzisiaj pożegna nas nie Jerry Springer, lecz Marquez

Pozdrawiam i życzę szczęścia
Qudaci 2007-02-14 20:34:31
skomentuj (6)
"niech nienawidzą, byleby się bali"
dawno nic nie pisalem... kurde.. dlaczego moje notki zawsze zaczynają się właśnie w ten sposób >.< no dobra... nieważne... jest połowa stycznia a moja poprzednia notka jeżeli mnie moja przecudowna pamięć nie myli była gdzieś na przełomie września i października... ale lepiej sprawdze
...
cout<<"poczekaj, następuje sprawdzanie daty poprzedniej notki";
...
ano jakoś tak to mniejwiecej było... no to co się od tamtego czasu zdarzyło... hmm... jak się powie "pół roku" to się wydaje szmat czasu... ale jak się tak pomysli pokolei:
Październik - integrowanie z klasą ciąg dalczy... tak samo jak ciąg dalczy nie-iścia-na-łatwizne-a-zamiast-tego-robienia-czegoś-głupiego-bo-wydaje-nam-się-że-jesteśmy-fani-i-pomagamy-w-ten-sposob-innym.
Listopad to samo... grudzien.. no w grudniu to już się troche podziało ;] no przede wszystkim skonczyłem robić wszystko przeciwko sobie i jakoś się wziąść w garść... nie zapewniło mi to spokoju, no.. przynajmniej nie odrazu. No i przede wszystkim sylwester ^^ sylwester to była poprostu bomba XD przyszedłem, pojadłem, popiłem, popatrzyłem się na wszechobecne całujące się towarzystwo, popiłem jeszcze troche, poskakałem na DDR'ze i wogole było niezwykle ciekawie ;] a kolejny dzionek minął mi na pomaganiu dziewczyną sprzątać, czytaniu Death Note'a, zjedzeniu zupy, znowu poskakaniu na DDR'ach i powrocie do domu ^^ sylwester był niezmiernie pozytwyn... poprostu ahh...
w przeciwieństwie do tego co się wydarzyło dwa dni pozniej... ale o tym nikt z was nie musi wiedziec. (czy ktoś zauważył że pisze okropnie od niechcenia?)
po grudniu zazwyczaj nadchodzi czas na styczen i ten rok nie był wyjątkiem... no i był sobie ten styczeń... ba! mało tego... dalej jest! Długo to On sobie jeszcze nie pobędzie... ale tyle ile jeszcze ma zamiar pobyć to mu pozwólmy... niech się cieszy póki jest... No ale coz... najwidoczniej mnie lubi ^^ bo zaraz przed moim wyjazdem śnieg napadał :D mam nadzieje tylko że będzie w moje urodziny xD nie żeby miało to dla mnie jakieś znaczenie... ale będzie tak bardzo optymistycznie ;] no... ale jade teraz do włoch panowie i panie... tak.. znowu! Cieszmy się radujmy się. (nie ma to jak odrobina wspomnień). zapowiada się dłuuuuuga podróż samochodem ;] nie ma co... i jeszcze trzeba do wujka Mariusza pojechać... nie żebym coś do niego miał... naprawde, bardzo go lubie i bardzo chętnie go zobacze... ale ta jego córka... ygh... może jestem okropny... ale jeżeli ja mam tam pojechać po to żeby spać to nieee~e, ja tam nie zasne wiedząc że Ona jest w pobliżu.
i wogole.. dochodze do wniosku że żałuje że się japoński do średniej nie zalicza XD wogole.. tu moge się już zacząć rozpisywać na poważnie... mianowicie moja niechęć do mojego ojca jest poprostu przerażająca... Dziś zobaczył moje oceny... no a ja idąc za radą p.p.Kowalika (w sumie to i bez jego wykładu też bym tak zrobił) całkowicie zlałem na jego głupie gadki... mam naprawde tego człowieka głęboko w dupie, Pracuje... faaaaajnie.. zarabia na nas... bardzo mnie to cieszy i doceniam to, naprawde to doceniam (On pewnie i tak jest przekonany że nie.. że dla mnie On jest hurtownią pieniędzy i tylko dla kasy się do niego odzywam... w sumie dalekie to od prawdy nie jest) ale gość jest głupi... nie to że jakiś taki dziwny... nie... ten człowiek ma inteligencje FAKT'u... nawet nie macie pojęcia jaki jestem zadowolony że On nie jedzie z nami do tych włoch... mało tego.. jakby On miał zamiar jechać to ja nie nękałbym się przez chwile nawet myslami typy "a może byłoby fajnie".. NIE! w Złocieńcu jest zawsze ta sama historia... zaczyna się weekend, i zanim On jeszcze przyjedzie... jak ja sobie sprawe że On tu może w każdej chwili być myślę sobie "byle do poniedziałku, byle do niedzieli bo już wyjeżdza". no... to była chwila pokazania co ja tak wogole mysle na temat mojego kochanego tatusia.
a teraz z zupełnie innej beczki: larch (zna się języki to się trza nimi chwalić nie? XD)
teraz jeszcze muszę się z wami podzielić paroma przykrymi sprawami... najprzykrejszą w sumie ostatnimi czasy sprawą było to że Hideś miała przyjechać, ale niestety nie mogła ; / ehh... no coż... ale pociągi są niebezpieczne... co z tego że jeździłem pociągiem do Poznania i z powrotem praktycznie non stop śpiąc niekiedy nawet w pustym przedziale (tak, zdawało mi się... raz nawet zasnąłem na korytarzu na podłodze) ale w pociągu Cię zgwałcą i zabiją. Oni to wiedzą.
dobra... było troche na poważnie, było troche szyderstwa, był głupi żart, było troche o tym co było i być ma zamiar... hmm... no to w sumie to chyba tyle ^^"
take care of yourselfs and each other
Qudaci 2007-01-25 23:57:25
skomentuj (10)
trzy strony księżyca na dwie ręce i jedną godzinę
ostatnio zostało mi wytknięte to że nie prowadze tego cholernego bloga... ale po co mam go prowadzić skoro nie czuje takiej wewnętrznej potrzeby, to raz. A dwa: nie mam się czym dzielić ze światem. Ale po przeczytaniu jakże optymistycznej notki Yuri, i notki u Miyu poczułem nagłą ochotę napisania czegoś spontanicznego...
Jak zwykle najlepszą rzeczą jest oczywiście rozpoczęcie od początku tak więc i zrobię.
Za początek uznajmy początek roku szkolnego. najpierw długie rozpoczęcie na boisku, bardzo... nietypowe to trzeba przyznać, ale na swój sposób ciekawe. Ale potem poszliśmy do klasy gdzie spotkała mnie jakże ciekawa przygoda dzięki ktorej od razu zostałem zapamiętany w mojej klasie [DominikA Waszczuk? O.o(teraz już małe znaczenie ma tamto wydarzenie, ale i tak wszyscy mnie pamiętają)]. Jako że chciałem przyglądnąć się ludziom, to nie usiadłem obok Marcina, usiadłem za to koło Konrada... ciekawa postać nie ma co, jak wbije się na koło teatralne to biorę go ze sobą XD ale to nie było moje odczucie od razu... podczas rozpoczęcia roku w oczy rzuciła mi się od razu jedna postać, z dwóch powodów: fazowała i ubrana była w spódniczkę, koszulę i krawat.. niby nic takiego, ale u dziewczyny koszula i krawat wygląda zadziwiająco ciekawie. Mimo to postanowiłem się z ową osobą zaznajomić. Ale chcialem to zrobić dopiero w przeciągu kolejnego tygodnia. No i zacząłem rozmawiać z ową osobą i ku mojemu zdziwieniu wydała się naprawdę strasznie wartościową, ciekawą i barwną postacią, no a przede wszystkim fajną. Ale coz... wszystko było świetnie do wyjazdu integracyjnego na którym było bardzo pozytywnie ^^ ponieważ z dnia na dzień owa osoba postanowiła radykalnie zmniejszyć intensywność rozmów itp. innymi słowy postanowiła upilnować bym nie przekraczał pewnego dystansu. Nie to że nie pozwala mi sie do siebie odzywać... nie, nie, nie... po prostu rozmowy ograniczają się do rozmów w klasie i sporadycznych rozmów na gg które ze zbyt częstą intensywnością i tak są wytykane... nie podoba mi się, to prawda, ale coż moge zrobić ^^ jednak podczas akcji z telefonem to już mnie po prostu krew zalała i wciąż za to jestem zły.
Ale to tylko jedna osoba z klasy, a jest jeszcze wiele innych... ale jeżeli o inne chodzi to nie będę już w stanie tyle się rozpisać ^^ jest Maciuś... okropnie pozytywna osoba, i z nim trzeba zorganizować jakiś wypad ^^ ogólnie powinienem więcej z nim rozmawiać ;P ale mam 3 lata żeby to naprawić XD
Jest jeszcze fajny Janek, Krzyś, Andrzej, socjopatyczny Jacek i nieobecny w szkole gospodarz Mariusz.
Jeżeli chodzi o sytuację w klasie... nie chce tego zepsuć tak jak to zrobiłem w gimnazjum... ale boje się że zaczynam przeginać w drugą stronę, a nie powinienem... Wogóle... dlaczego wciąż się boje że coś robie źle... to nie jest fajne, strach przed tym że to co robisz nie jest tym co powinieneś robić, ale z drugiej strony skąd wiadomo co powinno się robić a co nie. Głupie to wszystko i wogole.
kolejną sprawą o jakiej warto by wspomnieć to wielkimi krokami zbliżająca się jesień :D Dlaczego tak bardzo lubie jesień? Bo zapowiada nadejście zimy ^^ ale jesień jest fajna dopiero kiedy pospadają liście z drzew... co tu dużo gadać... piękne. Może to tylko moja schiza, ale okropnie lubię ten dźwięk kiedy chodzi się po wielkiej górze liści ^^ mam ochote pochodzić w liściach i posłuchać tego dźwięku :D albo mam ochotę pobawić się w śniegu ^^ porzucać śnieżkami, porobić aniołki i powskakiwać w zaspy ^^ Jakoś tak... dochodze do wniosku że w zimie mam urodziny, ale zawsze kiedy o zimie myślę to nie myślę właśnie o tym że mam urodziny, wogole urodzin nigdy nie odprawiam... nie zapraszam nikogo, nie robie imprez, balang, nie przynoszą mi prezentów. Pamiętam jedynie że moje ostatnie urodziny były wyjątkowe... były dla mnie ogromną sensacją bo (abstrahując od tego że dzień ten miał dużo większą wartość z powodu innego "święta" ktore było dla mnie o niebo ważniejsze od moich urodzin) dostałem kartką urodzinową i mnóstwo życzeń SMS'ami... nigdy mi się nie zdażało by mi ktoś składał zyczenia, by pamiętali o moich urodzinach... skladali mi życzenia jak im powiedziałem że urodziny mam, ale pamiętała zaledwie garstka. A teraz było inaczej... pamiętało mnóstwo ludzi. bardzo ciekawe, bardzo miłe uczucie.
Zima to także wyjazd na zimowisko :D coś na co czekam cały rok ^^ kocham narty, kocham deskę, kocham jeździć ^^ swoimi czasy chcialem zamieszkać w jakimś zaśnieżonym miejscu by moc jeździć na desce ;P To właśnie jest powod dla ktorego jadąc do japoni konkretnie chce jechać na hokkaido ;P ludzie mogą to uznać za dziwne, ale co tam, "be yourself, oneself" jak to głosi serwetka powieszona na mojej tablicy korkowej ;)
Notka fajna sprawa... pomaga zapomnieć o dręczących Cię rzeczach, a ostatnio dręczy mnie jedna rzecz... kolejna rzecz w ktorej myślą przewodnią jest "czy nie robie przypadkiem coś źle?". Ale najgorsze jest to że czegokolwiek bym nie zrobił to będzie źle... "bezsilny? tak wiele od Ciebie zależy" Tak... ale dlaczego musze wybierać miedzy złem, dużym złem a ogromnym złem. I nie mow że wiesz co mysle i czuje jak niekiedy nawet ja tego nie wiem ^^" jeżeli mam być szczery to wszystko wydaje się takie strasznie podobne... tylko że teraz wszystko dzieje się o wiele wolniej... jak działo się szybko działo się dużo, tak dzieje się tylko dużo, chociaż jeżeli to jest rozpięta na tak ogromnną przestrzeń czasową to też co do tego dużo nie jestem pewien...

to była spontaniczna notka by me =)

take care of yourselfs, and each other
Qudaci 2006-10-09 00:59:04
skomentuj (5)
"dreams have a nasty habyt of going down when your not looking"
no przydałoby sie opisać jakże cudownie spędzone wakacje... No i tak jak się tego obawiałem, niemalże całe wakacje przepłyneły ogromnie intensywnie... czułem je i to strasznie... moge spokojnie te dwa miesiące opisać w taki sam sposob jak Danielka zapowiada przyszłe trzy lata. były chwile szcześcia i radości jak smutku i melancholi, chwile uśmiechów i łez, sukcesy i porażki, zwycięztwa i klęski. były to wakacje do ktorych ja osobiscie przypisuje 2 opisy (dzieje się szybko, dzieje się dużo; jak pod zepsutym prysznicem) ale teraz o tym myśląc to dochodze do wniosku że wiekszość wakacji przespacerowałem pod szyldem na ktorym widnieje cytat ze statusu Kyp'a [kto chce (s)pokoju i szcześcia, niech szykuje się na wojne]. A powiem wam że naprawde nie łatwo jest przez 2 miesiące prowadzić wojne naprawde ciężkim orężem jakim jest topór. Lecz owy topór spoczywa obecnie na moich plecach, a spod szyldu wyszedłem z uśmiechem na ustach i smutnym spojżeniem [i oto trzeba będzie dumnym krokiem iść bez twarzy].
Lecz już jest chyba dobrze. Oczywiście, mogłoby być lepiej, ale mimo tego że nie jest, wciąż JEST DOBRZE... Nie chodze smutny, nie jestem wiecznie załamany, nie bije odemnie - jak to kiedyś cudownie Loczek opisał - szarość. Chodze uśmiechnięty i wesoły ^^ rozmowy z przyjaciółmi sprawiają mi radość a z Ojcem gniew... tak jak kiedyś ^^
Ale mam dziwne wrazenie że minął kolejny miesiąc a ja znow odrobine się zmieniłem w sobie... zmiana ktorej nikt nie zauwazył, ale ktora będzie miała wpływ na to co będzie się działo... tak jak po wyjeździe do Łeby.
Ale na ten temat porospisuje się jeszcze pozniej, teraz moze wkoncu napisze co sie działo podczas tych głupich wakacji XD wybaczcie, ale mam zamiar ograniczyc sie jedynie do wydarzen mających wieksze znaczenie niż dajmy na to samotny spacer po miescie, a więc:
pierwszym dużym wydarzeniem był moj wyjazd do Drawna (miałem przed Drawnem pojechać nad morze, ale niestety... hmm... poprostu nie pojechałem ^^ na tym niech sprawa postanie). A jeżeli o Drawno chodzi to uważam że jeszcze nigdy nie było tam tak Ciekawie :D byliśmy w tym samym pokoju do ktorego nas wsadzili podczas pierwszego wyjazdu do Drawna ^^ sentymentalnie, nieprawdaz? ;P miły akcent na zakończenie (odpukać) wyjazdów do Drawna. W sumie to zachowywałem się troche tak jakby to miał być właśnie moj ostatni wyjazd ^^" ale mimo tego że strasznie się żarłem z Mirkiem, nie żałuje niczego czego zrobiłem ^^. A co zrobiłem.. Dajmy na przykład nie wracanie po posiłkach do szkoły żeby pointegrować się z miejscowymi dziewczynami ^^ z miejsca chciałbym pozdrowić Marzene, Natalie i Magdy. Fazowanie, głównie z Karolem, Maćkiem i Szkudim (Igorze, dorzuć węgla do maszyny zagłady, Armagedon przygasa). No i oczywiście nie zapominajmy o naszym kochanym Styś team'ie :D ktorej przodowniczką był Styś który jeździł koleją [sprawdźcie na Styś.pl (just kidding)]. Ale faceci to tam byli beznadziejni... Laska pracuje a Oni się opierdalają (gwoli ścisłości... jest to cytat Ojca pewnego chłopaka ktorego poznałem przed sporzywczakiem... gdzie tkwi haczyk... otórz jako że miałem włosy spiete w kitke złotą, świecącą gumką, to tą laską byłem ja... zmienialiśmy dentke w oponie jednego takiego...). Pobudki uprzyjemniał nam król szamanów a ja zostałem niemal wydalony z obozu XD
Teraz jak to się stało że Mirek chciał mnie wyrzucić. Podczas spływu usłyszałem gitare i śpiewy.. brzmiało to ładnie wiec postanowiłem pojsc kto gra i śpiewa. Naprawde, chcialem tylko pojsc i odrazu wrocić, ale jak stanąłem tam, to chłopak zagrał piękną piosenke, coś mnie złapało za pierś wiec się dosiadłem i zacząłem rozmawiać... Gofroń znalazł mnie dopiero o pierwszej nad ranem... całkowicie straciłem poczucie czasu. No ale coz.. Mirek był święcie przekonany że poszedłem tam pooglądać cycki -_- gość jest niemalże tak samo ograniczony jak moj Ojciec, ale jego przynajmniej lubie. Bo z Mirkiem da sie normalnie pogadać. W każdym razie Mirek się zdenerwował i powiedział ze jak wroce to mam zadzwonić po moją Matkę. Do czego i tak nie doszło. Potem chrzest (jupi.. nie jestem jedyną ofiarą ktora miała podwojny chrzest XD) i powrót. Dziękuję wszystkim ktorzy przyczynili się do tego że spędziłem ten czas przyjemnie. speszjal tenks tu Martynka. Dziękuję za tą rozmowe podczas spływu ^^ bardzo mi wtedy pomogłaś. Dziękuję
Po powrocie Długo oczekiwany wyjazd do Złocieńca... i nie chodzi tu o to że jade do Złocieńca, tylko chodzi o to z kim w tym Złocieńcu byłem. A teraz zastanowcie się dobrze i pomyślcie, kto mogl tam jechać skoro mowiłem że warto na owy wyjazd czekać cały rok.. 8 sierpnia - trio Saku-Qu-Jago wreszcie spotkało sie w pełnym składzie. Geneza powstania trio jest prosta... Ja poznałem Jago na Anime-fan.prv.pl (R.I.P.) a On wtedy znał już Sakure, zaprzyjaźniliśmy się naprawde mocno. Poźniej nadszedł czas na Tonchiki na ktorym poznałem Sakurę. o Ile z Jagotenem zaczeliśmy dysputy na forum, o tyle z Sakurą zaczeło się od moich przeprosin XD dala na stronie zdjęcie, a ja to perfidnie wykorzystując zacząłem jej grzebać po servie (jak moglem się oprzec calej masie jej zdjęć XD) no ale juz po fakcie uznałem że przecież "O Boże... naruszyłem czyjąś prywatność" i zacząłem ją przepraszać na gadu... I niech to wam wystarczy ^^ piekne wspomnienia, nie ma co ^^
No ale wracając do wyjazdu do Złocieńca... O ile o całych wakacjach mowilem że dzieje się szybko, dzieje się dużo, o owym wyjeździe moge powiedzieć jeszcze wiecej ^^" dla mnie działo się za szybko, za dużo. Ale wyjazd był piekny... Nie mam innych słów jeżeli chodzi o jego opisanie... był piekny i moge powiedzieć że tam w Złocieńcu byłem naprawde szczęśliwy. Miałem przed oczyma namacalne szczęście... trzymałem to szczęście w ręku... czułem jego ciepło.
...
Przez tydzień.
...
ale jak to kiedyś powiedziałem "nie płacz bo nie ma, ciesz się że było" ^^ nie myśl że BYŁO cudownie, myśl o tym że było CUDOWNIE! Zadziwiająco wiele zależy od podejścia ^^" Sakura-hime... Jago-kun... kocham was *uśmiecha się zyczliwie* Domo Arigatou.

w sumie to były dwa najważniejsze wydarzenia z całych wakacji ^^ do tego dochodzą jeszcze rzeczy takie liczne rozmowy z Hide-chan, spotkanie z siostrzyczką, 18-ka Pauliny (o tym piwinienem się rozpisać troche bardziej... wiec... eee... w kontrastach... i musiałem przyjechać specjalnie ze złocieńca XD), fazowate rozmowy z Danielką, miłe rozmowy z Naleśnickiem. I ogolnie wiele dobrego.

Mam pytanie... czy ktoś pamięta ktorąś z moich notek z podziękowaniami? Wiec niech te osoby przygotowują się na trzecią część ^^" kto nie wie o co chodzi... ten się dowie.

a teraz czas się pożegnać, zyczyć miłego dnia/wieczoru/nocy.
i ZAWSZE, ale to zawsze pamiętajcie o jednym:
Dum spiro, spero.
Qudaci 2006-09-02 12:41:20
skomentuj (4)
too hot to think clearly
nim zabiore się porządnie za pisanie, ostrzegam iż notka jest pisana całkowicie spontanicznie, przez co będze na dużo niższym poziomie niż zwykle ^^ i jak się spodziewam, będzie krótsza.
Dlaczego tak jest, ponieważ dziś jest straszenie gorocą, od 8.00 jestem na nogach z przerwami na śniadanie, transport samochodem i komunikacją miejską, ławki na wałach chrobrego i chodnik na szopena. Pozatym dość sporo czasu spędziłem dzis na słońcu wiec to może również wpływać na moj światopogląd i stan psychiczny.
Rzeczą która warta jest omówienia jest to jak zamierzam rozłorzyć pisanie notek między hoshi a normalnym blogiem. Nie zwarzając już nawet na styl pisania który znacząco różni się na tych dwóch stronach, postanowiłem że na hoshi będe pisał kiedy poprostu najdą mnie jakieś spontaniczne myśli, bądź wydaży się coś co wywrze na moim życiu znaczący wpływ. (ostatnio się dość sporo tego działo, ale niestety nie wpadłem na to by złapać za zeszyt i to spisać. A nie będe teraz pisał o czymś co myślałem wcześnie). Na normalnym blogu będe pisał o wydażeniach które mogą zaspokoić ciekawość ludzką "co tam u Ciebie" i różne takie inne. Zadaje sobie tylko pytanie czy mam to pisać regularnie, jak tak to jak często. Czy poprostu pisać kiedy wydaży się coś bardziej interesującego, wcześniej opowiadając o zdażeniach uprzednich. I tak chyba własnie zrobie ^^ znaczy ze rególarne to nie będzie.
Jeżeli chodzi o bloga pierwotnego, boję się że wraz z powstaniem hoshi, które w sumie pochłania dość skutecznie wszystkie moje powarzne myśli... nie wiem czy ten blog nie zostanie do pewnego stopnia spłycony ^^" będe starał się by do tego nie doszło, i obiecuje że nie będe już więcej pisał notek w stanie w którym aktualnie jestem. Ale jak to będzie to jedynie czas pokaże.
Jeżeli chodzi o wydażenia... dzieje się wiele, ale nic wartego opisania ^^" ale moge z czystym sumieniem powiedzieć że jezeli wakacje będą wyglądały tak jak do tej pory, to pod koniec sierpnia będe mógł spokojnie powiedzieć że wakacje czułem, i to nawet nazbyt ;P
Dziś czeka jeszcze mnie robota (dmuchanie balonów =_= yż) jutro to samo. A myśli wciąż krążą wokół zbliżającego się wydażenia ^^ mianowicie chodzi o wyjazd do Złocieńca z Sakurą oraz Jagotenem. Spotkanie jest planowane od niemalże roku XD (licze od momentu pojawienia się samego pomysłu) i zapewniam wszystkich że jest to wydażenie na które warto naprawde bardzo długo czekać :P
Tak jak powiedziałem dzieje się dużo, ale albo są to zdażenia nie warte spisania, lub nienadające się dla publicznej wiedzy ^^ jak opisałem to Trasiakowi: "jest jak pod zepsutym prysznicem, raz leci woda ciepła, raz zimna".
Dochodzę do wniosku że muszę znaleźć jakieś miłe odosobnione miejsce. Zimą chodze na zamek, cicho, nie słychać samochodów a wszystko co w zamku nie podoba mi się latem przyprószone jest śniegiem. Ludzie mogą tam być, ale nie blisko, i dźwięki cywilizacji nie mogą mi przeszkadzac (moge je słyszeć, ale bym nie musiał zwracać na nie uwagi) i ogolnie by było raczej spokojnie. Najlepiej by było jakbym mogl patrzeć się na ludzi stojąc daleko.. lubie patrzeć na ludzi. Po kolei, śmiać się z ubrań, z wyglądu jako takiego, z ich spraw i udręk. Na chwile zejść z drogi głupiego życia, by popatrzeć na idących obok przechodniów. Dlatego tak mi zależy na spacerze po parku Kacprowicza... Ale zanim się spotkam z Dorotką troche minie, a z Trasiakiem, minie jeszcze więcej.
Śmieszne jest to że mam takie miejsce w Złocieńcu (Marta: chodzi o ławeczke). Miejce w którym można wybrać, czy chce się na spokojnie przemyśleć wszystko co się w naszym życiu dzieje, czy może jednak na chwile przestać myśleć i tępo wpatrywać się w przestrzeń. W Złocieńcu takie miejsce mam... W Szczecinie tylko zimą albo nocą... potrzebuje takiego miejsca na teraz...

take care of yourselfs and... I will try to get back on my feet again.
Qudaci 2006-07-06 20:01:55
skomentuj (5)
coś się kończy, coś się zaczyna
Ostatnimi czasy wszystko zaczeło się zmieniać... działo się naprawde bardzo dużo. Pierwszym wielkim wydażeniem był konwent w Toruniu ^^ niezapomniany piernikon SE, niezapomniany bo był tam BS, poznałem wiele ciekawych ludzi (z miejsca pozdrawiam i całuje Irienne ^^ Palóh'a, Oliwie i Felio) i był to mój pierwszy konwent. Rozpisywać się raczej nie będe, jeżeli ktoś chce wiedzieć co się tam działo niech wejdzie na strone BS albo bloga Liny ^^ dlaczego nie będe się rozpisywać, ponieważ wczoraj miało wydażenie jeszcze ważniejsze i jeszcze większe, a mianowicie wczoraj było zakończenie roku. Czytając o naszej szkolnej przeszłości, wspominając, oglądając zdjęcia nachodzi mnie sentyment i przemyślenia. Jakie przemyślenia? Odpowiedz jest wbrew pozorom prosta... albo prosto można ją sformuowac ^^" w każdym razie chodzi o to że jednak żałuję. Szczerze nie spodziewałem się tego, bałem trochę, ale szczerze żałuje. Boli mnie to że nie będe się codziennie widywał z Tymi ludźmi, nie będe mógł wytykać Oli tego że jest feministką, słuchać códownych rozmow Ali z Olą, śmiać się z tego że dżwięk zanim dojdzie do Danielki zdąży jeszcze odwiedzić krewnych. Doszło do mnie że już nie usłysze nigdy tego cudownego i rozbrzmiewającego właśnie w mojej głowie "Synu, bo się zaraz zdziwisz", Pani Ewa nie opowie nam już zadnego swojego cudownego dowcipu, nie usłyszymy więcej ile bólu sprawia pani Wandzie powiedzenie "siadaj" komuś kto odpowiada przy tablicy, nie będziemy już więcej rozśmieszać pani Kasi, skończą się rozmowy z panią Basią, kącik plotek w sklepiku przy ladzie bez nas stanie się bledszy i osobiście nie porozmawiam sobie kiedy tylko bede chciał z Panią świetliczanką. Po pewnym czasie upłynie nam z głów to charakterystyczne "rrrr" mamy Zuzi i powoooooolnie prowadzone lekcje przez panią Chudecką.
Wymieniłem już chyba wszystkich nauczycieli ^^" to im należą się w tej chwili podziękowania. Oni już szkołe skończyli dawno, teraz pozostawiają swoją wiedze dla potomności którą to my jesteśmy i podziękujmy im za to że robią to wszystko z taką pasją. Właśnie za tą pasje ich kocham. Tak ^^ powiem to szczerze i głośno, kocham Tych nauczycieli :P nie wszystkich, jednych mniej drugich bardziej, ale kocham ich jak tylko potrafię. Dziękuję im wszystkim za to że pomagają mi tworzyć siebie samego.
to było coś za czym bedę tęsknił i będzie mi tego żal, lecz czego najbardziej żałuję. Swojego zachowania. Tak, uważam że nie wykorzystałem tych trzech lat. W pierwszej klasie byłem strasznym socjopatą. Nie mogę znaleźć innych słów by to opisać, byłem socjopatą i bardzo, ale to bardzo tego żałuję i się wstydze (tak samo jak tego że miałem krótkie włosy). całą pierwszą klase żyłem swoim życiem, bez nikogo, byłem sam w klasie, lecz jak to zauważyła Magda D. (ugh) zacząłem się zmieniać. W 2. klasie nie było tego jeszcze tak widać, ale zacząłem się zmieniać i moja zmiana trwała i myślę że trwa nadal. Lecz dopiero w 3. klasie stałem się całkowicie człowiekiem ^^ byłem wkońcu szczęśliwym człowiekiem (za co dziękuję Sakurze ^^). Ale boli mnie to że dorosłem tak strasznie późno. Może gdybym nie był kiedyś takim strasznym człowiekiem to nie popełniałbym takich błędów ;) ale nie gdybajmy. Poprostu cieszmy się z tego że już nie mam krótkich włosów i za często w kitce nie chodzę ^^' I że wkońcu uwierzyłem w ludzi (za co całym sercem dziękuję Trasi ^^ nieświadomie, ale zrobiłaś ze mnie człowieka XD).
W miare tego dorastania uzależniłem się od dwuch rzeczy, a mianowicie muzyki (jeszcze raz dziękuję Martuś :> ) i ludzi. Muzyke mam, ale ludzi trace. Ludzi do których dopiero w trzeciej klasie - i to nawet nie od początku tej klasy - zacząłem się przywiązywać.
Kiedyś kiedy Anime-fan był dla mnie drugim domem w chwili słabości zacząłem pisać wszystkim za co im dziękuję, czemu jestem im wdzięczny że są, pisze o tym dlatego bo przypomniało mi się o tym w momencie kiedy pomyślałem że tutaj też to zrobie. Napisze za co im jestem wdzięczny, czego mi będzie po nich brakowało i czemu mi żal się z nimi rozstać. Wszystkich z klasy pisać nie będę, bo nie wszystkim jestem tak wdzięczny ^^ chce podziękować tym, o których nie chce zapomnieć, a więc:

Ola - Olu, pewnie oczywiste jest to że będzie mi najbardziej żal Twoich rozmów z Alą ^^ ale również Twego zdrowego rozsądku. I tęsknić będe za Twoimi obsesjami ^^ dziękuję

Daniela i Agatka - naprawde strasznie serce mnie boli na myśl o rozstaniu z nimi, możliwe że jest to jedynie jeddnostronne, ale naprawde bardzo, bardzo przyjemnie czuję się w Ich towarzystwie. ^^ niezwykle mile mi się z nimi rozmawia i żartuje. Czuję się poprostu lekko i beztrosko. Zapominam o wszystkim i myślę tylko o tym że mam z kim porozmawiać. Myślę (ale to też może tylko i wyłącznie mi się wydaje) że się z nimi rozumiem. Zawsze będe miał w głowie życzliwy Danielkowy śmiech i szczery uśmiech Agaty ^^

Madzia - chwile spędzone z Madzią uważam również za miłe i przyjemne ^^
"potrafię jeśli chce rozświetlić mrok
moge poruszyć was na kilka chwil"

dla mnie taką siłę ma uśmiech Magdy. Serdeczny i kojący :) i nie śmieje się jak myszoskoczek XD tylko ładniej ;P swoją ciekaw jak się śmieje myszoskoczek XD

Marcin - naprawde można się z nim pośmiać ^^ w tym przypadku pewien jestem że z Marcinem się rozumiemy ^^ na swoj specyficzny sposób XD jednak bardzo go lubie i uważam go za osobe jednak dla mnie wartościową. Nie wiem co jeszcze moge o nim napisać XD każdy wie jaki Marcin jest i dlatego właśnie go lubię.

ich będzie mi brakowało najbardziej ^^ (kolejność nieprzypadkowa ^^ Marcin jest na końcu bo jest facetem XD). Ale też są ludzie z którymi myśl o rozstaniu przynosi mi ogromną ulgę. Są to osoby takie jak Ania, Olivia, Gosia (jak sie dostanie do 9LO to sobie w łeb palne) Lach, Filip i Magda D. Może nie powinienem się tak rozpisywać na ten temat w takiej sentymentalnej notce, ale najbardziej ulżyło mi na myśl że nie zobacze już więcej Magdy... co chyba zresztą było widać na Ładodze.
Jeżeli chodzi o Ładogę to bawiłem się cudownie ^^ z tymi ludźmi nie sposób źle się bawić ^^ lubię tańczyć. Dobrze mnie to nie wychodzi ;P ale też jakimś strasznym kaleką nie jestem. Było świetnie ^^ i wszystkim za ten mile spędzony czas dziękuję. *ukłon*. Jestem jednak troszke zawiedzony Dominiką Cyzio ^^" jestem pewien że z nią jeżeli kiedykolwiek się zobacze to jedynie przez przypadek, więc chciałem przynajmniej pożegnać się pożądnie, a Ona nie wiem czy się brzydziła czy co, ale nawet nie dała się w dłoń pocałować :/ może Dominika jest jeszcze większą feministką od Oli i brzydzi się płci brzydkiej. Nie wiem.. nie wnikam (bo nie mam jak -_-). ale poza tym co napisałem wszystko było świetne :D muzyka była dobra (YMCA, love generation i takie tam XP )




wczoraj wracając do domu wpadł mi do głowy pomysł. Zacząłem myślec naprawde bardzo intensywnie. Wszystko zaczęło się od rozmyślań nt. strumienia świadomości... poprostu bardzo mi się ten pomysł spodobał, zwłaszcza że miałem takie myśli nadajądze się do zapisania, i właśnie do głowy wpadł mi pomysł. Pomysł został przezemnie nazwany projektem "hoshi" ;P chodziło by o to że pewne zdażenia, sytuacje, moje chumory i przemyślenia zapisywałbym w formie właśnie strumienia świadomości, opowiadania, opisu wyobrażeń pewnych zdażeń, przeniesieniu niektórych rzeczy w inny czas i fantastykę. Ogólnie pokazaniu myśli i nastroju. Powstało w mojej głowie na ten temat pare wyobrażeń i pomysłów. Znając moje szczęście pewnie to nie wyjdzie, ale próbować zawsze warto ^^




take care of yourselfs, and each other *zatacza w powietrzy koło palcem, po czym wstaje i wychodzi* (powiedzcie z czego to jest ;P)




EDIT:
projekt "hoshi" rozpoczęty ^^ link znajdziecie w... linkach XD
Qudaci 2006-06-23 13:53:46
skomentuj (11)

.Księga Aniołów

.Za mną
2007
marzec
luty
styczeń
2006
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj


.Sznurki
Komixy sieciowe
Demland mnichu, familly god i shine on
commissioned Angielski ^^ 6 razy w tygodniu: ładny, śmieszny, prosty 4 geek's ;P
Pet profesional odrazam miłosnikom zwierzaków ^^ innym, ogromnie polecam
chomiks a tu niespodzianka: to jest komiks polityczny, powinny być kaczki, ale chomiki tez dobre
hoey Opis w przyszłości, bo jeszcze nie czytałem ^^'
1.000.000 miles away pikny komiks w 3D!! wciągająca fabuła i postacie, kazdy z własnym charakterem
R(OTFL)PG Krasnolód, paladyn, nekromanta, elfka i mały demon , kwintesencja RPG
Konstanty balonik genialne i piękne
malice dziwne... ale przeleciec mozna
Little gamers małe, słodkie, grające, wulgarne WENSH
Megatokyo dwaj kumple uwięzieni w Tokyo
NoBaka jak opisał to koko - luz, blues i posoka ^^
Stachanowiec komiksy Qrjusza
Ke? gadające frytki :D
Bundz Linki są ZŁE!!
Kokoart komiks faceta ze szczecina ^^ fajny
LOSUX komix anty-licealny

My family, my friends...
Danielka
Miyu
Hide
Sakura
Yuri
Traśka !!hasło!!

sznureczki (Linki sie znaczy)
projekt "hoshi" zabawy ze strumieniem świadomości



.dla Qudacza od Sakury